DJ POLKOMTEL REMIKSUJE BANGERA RENI JUSIS
Po kilku znakomitych produkcjach z DJ-em BLIKIEM, DJ POLKOMTEL wypuszcza własny remix bangera Reni Jusis – tym razem jako wersję w stylu speed-garage.
Kiedyś zafascynowany m.in. brzmieniem Eurodance, dziś DJ POLKOMTEL odnajduje się w parkietowych gatunkach takich jak speed garage, organ house i trance. Wraz z DJ BLIKiem zremiksował klasyki polskiego popu – od Agnieszki Chylińskiej po Norbiego i Reni Jusis – które stały się nieformalnymi hymnami parkietów. Jak sam twierdzi - buduje most między brytyjskim undergroundem a lokalną nostalgią, tworząc coś, co sam nazywa „emocjonalnym rave’em dla dorosłych dzieci z LimeWire. ”
Współpraca z DJ BLIK-iem zaowocowała serią głośnych wydawnictw w zagranicznych labelach i viralowych remiksów, które podbijają zarówno SoundCloud, jak i kluby.
Tym razem DJ POLKOMTEL bierze na warsztat kolejny polski klasyk — „Kiedyś Cię Znajdę” Reni Jusis, nadając mu nową formę w stylistyce Speed Garage / Organ House. To spotkanie nostalgii z nową energią, łączące emocjonalny ładunek oryginału z pulsującym, brytyjskim brzmieniem klubów przełomu wieków.
To listen to this audio clip, view the full mobile website.
Co istotne, remiks spina z poprzednim hitem charakterystyczny element — wokalny sampel MC Maniac, legendarnej postaci polskiej sceny drum & bass, który od lat hostuje scenę DnB na festiwalu Audioriver. Fragmenty jego nagrań pochodzą z archiwalnych zapisów imprez z początku lat 2000, wnosząc do remiksu surową energię i autentyczny klubowy sznyt tamtej epoki.
„Zależało mi, żeby ten utwór był czymś więcej niż nostalgicznym remiksem. To hołd dla tamtej sceny — dla ludzi, którzy budowali polski underground, zanim cokolwiek z tego stało się modne”
mówi DJ POLKOMTEL.
Przy okazji premiery, Mixmag Poland zadał DJ-owi Polkomtelowi kilka pytań!
Artur Wojtczak: Twoja najnowsza premiera to „KC2(dub)”, czyli specjalny mix znanego hitu Reni Jusis – „Kiedyś Cię Znajdę” nagrany w stylu organ house speed garage. Skąd chęć sięgnięcia właśnie po tak znany utwór?
DJ POLKOMTEL: „Kiedyś Cię Znajdę” to polski evergreen – ale przede wszystkim utwór, który ma w sobie coś absolutnie rave’owego. To numer, który mógłby powstać na Wyspach, gdyby tylko Reni wpadła do jakiegoś londyńskiego studia w ’99 i dorzuciła tam bass organ z Korga M1 na lekkim przesterze. Dla mnie to była naturalna decyzja. Biorę kawałek, który wszyscy znają, ale którego nikt jeszcze nie usłyszał w wersji, którą nosił w sobie. W tej pełnej basu i klubowej klubowej energii, przeniesionej prosto do 2025 roku. Ten remix powstał z potrzeby zbudowania pomostu między nostalgią a rave’em. Między Polską lat 2000 a współczesnym speed garage’em / organ house. No i oczywiście – brzmienie Korg M1 bass organ. Jeśli istnieje gatunek „Polkomtel-core”, to tam jest jego serce! (śmiech)
Reni nazywana była królową polskiej muzyki klubowej i nagrywała – wyprzedzając trochę polski rynek – również numery w stylu 2 Step / UK Garage, gdy gorączka tej muzyki wybuchła na Wyspach. Czy jest szansa, że sięgniesz po jej mniej znane utwory np. z albumu Elektrenika?
Totalnie tak. Chyba śmiało można powiedzieć, że Reni była pionierką polskiego UK Garage’u, zanim ktokolwiek w tym kraju wiedział, co to „2-step shuffle”. Reni była – i jest – jedną z najodważniejszych postaci polskiej muzyki klubowej, kompletnie niedocenioną w narracji mainstreamowej. Album Elektrenika jest wypchany numerami w stylu 2 Step / UK Garage. Te numery na luzaku mogłyby lecieć w BBC Radio.
„Kiedyś Cię Znajdę” był olbrzymim hitem - również radiowym, powstały do niego oficjalne remixy ( np. Modfunk), ale też dziesiątki tzw. fanowskich remiksów. Co ty sądzisz o samej kulturze remiksu i dawaniu piosence drugiego życia?
W krajach takich jak UK remiks to często wersja definitywna – ta, którą grają DJ-e. Ta, do której tańczą ludzie o 3 nad ranem. Często to ta wersja staje się częścią kultury. W Polsce remiks cały czas jest traktowany jak żart, bonus dla radia, coś „na doczepkę”. Dla mnie remiks to forma rozmowy. To jak dialog między różnymi epokami, estetykami, generacjami. Bierzesz coś, co już ma historię i dajesz temu drugi rytm serca. To jest piękno muzyki klubowej: ciągła ewolucja, nigdy muzeum. I dlatego kocham remiksować polskie klasyki. Mam wrażenie, że otwieram wtedy drzwi pokoleniom, które nie miały okazji usłyszeć tych numerów w wersji, która rezonuje z ich rzeczywistością.
Odsłuchując twoje autorskie tracki , remiksy i blendy, ma się wrażenie, że tworzysz same parkietowe bomby. Czy myślisz, że gdybyś urodził się w Wielkiej Brytanii, byłbyś już milionerem i miał zapełniony kalendarz z bookingami na dwa lata do przodu?
Może miałbym bookingi od Bristolu po Blackpool, a kalendarz zamknięty na trzy lata z góry. Ale nie wiem, czy robiłbym wtedy “tę” muzykę. Na pewno Wielka Brytania to kraj, w którym muzyka klubowa ma wysokie miejsce w muzycznym ekosystemie. W Polsce za to jest coś surowego, niewygodnego, ale też twórczego. Brak zaplecza finansowego, mała ilość słuchaczy rozumiejących brzmienia inne niż melodic techno, brak klubów działających 3–4 dni w tygodniu… To wszystko sprawia, że musisz być odważny, kreatywny, zupełnie swój. Paradoksalnie to właśnie ta trudność daje mi wolność.
Jesteś też autorem klubowych rekonstrukcji polskich hitów Agnieszki Chylińskiej, PRO8L3Mu czy Norbiego – co starasz się najmocniej wyciągnąć z takich dobrze znanych już utworów?
Na pewno emocje. Bo te utwory wszyscy znają, ale nie wszyscy usłyszeli w nich energię klubową. Chylińska? Pure drama. PRO8L3M? Pure dystopia. Norbi? Pure dopamine. Moja robota polega na tym, żeby te emocje przełożyć na język klubu. Polskie hity mają ładunek emocjonalny, którego nie ma nigdzie indziej. Wydaje mi się, że moja selekcja jest też dosyć specyficzna, bo wybieram te numery, które są trochę bardziej teatralne, trochę bardziej dramatyczne, i może przez to trochę bardziej prawdziwe.
Twoja współpraca z DJ-em BLIKIEM to świetne sety – np. z DJ Tonka, ale i kolaboracje, które ukazały się w zagranicznych labelach. Które release’y najbardziej was ucieszyły?
Z BLIKIEM to jest totalny blessing. Ten człowiek to najbardziej niewykorzystany talent klubowy w Polsce – producent, DJ, wizjoner, a do tego przyjaciel, który dźwiga scenę, gdy inni tylko mówią o jej problemach. Nasze numery w momencie kiedy wyszły poza Polskę to był sygnał, że to co robimy naprawdę ma sens, że jesteśmy częścią większej historii. W pewnym momencie nasz track “Phoenix” w genialnym remiksie Lindsa był grany w Boiler Roomowych setach przez takich artystów jak Mischluft, Funk Tribu, czy Kim Swim. To i na pewno “Rave Racer” który został wydany przez Pets Recordings, a potem w swoich setach grali go chłopaki z Catz ‘n Dogz. A set z DJ Tonką? Dla mnie to było jak zamknięcie koła. Graliśmy z gościem, który stworzył brzmienie, które dziś częściowo rewitalizujemy, reinterpretujemy i niesiemy dalej. To był piękny moment artystyczny.
Grasz w przebraniu, klubowicze nie znają twojej tożsamości. Czy to trochę kontrapunkt dla komercjalizacji kultury klubowej z telefonami w górze, melodyjnym techno i tak samo ubranymi ludźmi?
Trochę tak. Trochę nie. Nie jestem tam po to, żeby ktoś robił zdjęcie do relacji. Jestem po to, żeby ludzie tańczyli tak, jakby nikt ich nie nagrywał.
To mój sprzeciw wobec techno-fashion-show, ale też forma wolności. Chciałem po prostu oddzielić ego od muzyki. Jak zakładam maskę, to jestem tylko muzyką.
Mamy swoisty renesans muzyki basowej: garage, drum’n’bass – what’s next?
Wydaje mi się, że te gatunki przetrwały test czasu i po prostu są świetnym nośnikiem emocji. Co dalej? Ludzie mają dość smutnych dropów, minorowych padów i „afterlife aesthetic”. Po garage’u i DNB może przyjdzie fala polskiego hard house’u i nowych hybryd, które dziś jeszcze nie mają nazwy.
Muzyczne marzenie DJ-a POLKOMTELA to…?
Set w Boiler Roomie złożony w większości z moich tracków, razem z DJ BLIKiem, najlepiej w Hali Stulecia we Wrocławiu, z jakimiś dojebanymi światłami. Collab z Nikki Nair, Confidence Man albo Interplanetary Criminal. A poza tym, żeby ciągle robić muzykę, która powoduje, że ludzie w klubach w 100% oddają się tańcu i żyją chwilą. Till I Die. To jest moje paliwo.