NATH I EXPO MALUJĄ MUZYCZNE KRAJOBRAZY
Rozmarzona i zadymiona płyta „oxox” duetu nath i Expo na każdą porę roku.
Wokalistka nath i producent Expo 2000 wydali na koniec maja płytę, której potencjał i urok rośnie z każdym kolejnym wysłuchaniem. W czasach szybkiej konsumpcji muzyki i spłycania pojęcia prawdziwej sztuki, mamy do czynienia z albumem, którym trzeba się delektować. I to na kilku poziomach.
Talent nath i jej unikalną – trochę zawadiacką i melancholijną barwę głosu, która mogłaby udźwiękawiać obrazy Hoppera, poznaliśmy szerzej przy singlu i wideo DJ-a Blika ‘ K-Bar”, opiewającym stołeczny klub K-Bar Powiśle. Natalia sunęła w tym teledysku od Placu Konstytucji na Powiśle niczym Shara Nelson z Massive Attack w ikonicznym „Unfinished Sympathy”.
Expo pokazał już swoje uwielbienie dla analogowych brzmień i klasycznego, precyzyjnego niczym zegarmistrz beatmakingu na producenckiej płycie „ad hoc” – na której zresztą pracował po raz pierwszy z nath. Zrealizowali wtedy utwór „Queensize / Kingsize”, który stał się impulsem do pracy nad wspólnym materiałem.
Nath to wokalistka łącząca śpiew z rapowaniem i autorka tekstów, natomiast Expo 2000, kocha się w atmosferycznych, dusznych, ale przestrzennych muzycznych klimatach.
Razem dobrali się jak kiedyś Tricky z Martiną Topley Bird i „oxox” brzmi trochę jak echo klasycznego już „Maxinquaye”. A gdy oglądam wideo do tracka o frapującym tytule „ Na martwej planecie nie ma hajsu i dragów ani rozbieranych tańców”, mam w głowie jedyny w swoim rodzaju obraz do „Overcome” Tricky’ego, który uspokajał kiedyś tempo w programie przesiąkniętym teledyskami z muzyką house, breakbeat i jungle – MTV Party Zone.
Subtelność płyty, nawiązania do lat 90, jej mglistość i jednocześnie doskonałość -bowiem wszystko tutaj współgra – od masteringu Eproma po kapitalną okładkę, sprawi, że słuchać jej będziecie on repeat.
Materiał powstał w całości w domowym studio, co przełożyło się na jego intymny charakter i brzmienie lo-fi, podkreślone przez proces analogowego miksu na taśmie.
