Features
DJ PANZA: IMPREZY PSY-TRANCE TO NOCE OCZYSZCZANIA UMYSŁU
DJ PANZA to wybitna postać sceny psytrance – nie tylko w Polsce i jeden z pionierów elektroniki w Polsce. Grał na największych imprezach i festiwalach w Anglii, Włoszech, Niemczech czy Belgii – m.in. na kultowym ASTRIX and Friends. Od 2002 roku organizuje imprezy Psychedelic Experience oraz produkuje muzykę.
W wywiadzie dla Mixmag Poland opowiada o znajdywaniu muzycznych przyjaciół i medytacyjnym aspekcie imprez psy-trance’owych, audycjach kultowej Radiostacji, dawnych warszawskich klubach takich jak Kopalnia czy Paragraf 51. Jak gra się trance w budynku z 1872 roku, a jak w olbrzymiej O2 Academy Brixton? W jakim kraju niepełnoletni robią podkopy pod ogrodzeniami, by wejść na festiwal psytrance? I jaki muzyk z zespołu death metalowego miał klub na Placu bankowym w Warszawie? O tym wszystkim w materiale poniżej!
Artur Wojtczak: Jesteś na scenie dość długo – przypomnij, jak zaczęła się Twoja przygoda z psytrance’em – co Cię przyciągnęło do tego brzmienia?
DJ Panza: Pierwszy psychodeliczny utwór jaki usłyszałem to był Man With No Name - "Teleport". Po prostu nie mogłem się od niego oderwać. Zafascynował mnie, zadawałem sobie pytania jak został wyprodukowany? Jakie syntezatory zostały użyte? Podziwiałem te melodie, a słuchając go miałem gęsią skórkę. Do muzyki PsyTrance przyciągnęło mnie to, że jest bardzo zróżnicowana, ma wiele ciekawych brzmień do zaoferowania. Np. w 2001 roku został wydany Shiva Shidapu - "Power of Celtic" (Lemurians & Guitarminator rmx), obecnie brzmiący oldschoolowo, ale był to utwór, w którego intro mogłeś usłyszeć nostalgiczne kobzy, a od 6 minuty ostre riffy gitarowe, dodające prawdziwego ognia na imprezie. Obecnie technologia produkcji muzyki bardzo się rozwinęła. Porównaj brzmienie powyższych utworów z brzmieniem np. utworu Relativ - "Balkanika". W tym gatunku można usłyszeć przeróżne instrumenty etniczne, kosmiczne efekty, mantry, chóry, gitary, skrzypce, wiolonczele, organy wplecione w pulsujący bas i szybki beat. Oczywiście jest masa kawałków, które są czystą elektroniką. Ważne jest żeby nie było nudno i monotonnie, żeby wprowadzić ludzi w transowy taniec, znaleźć sposób żeby odetchnęli i wyzwolili pokłady energii gromadzone w sobie.
Słucham wielu gatunków muzycznych, grywałem kiedyś tez acid techno czy drum'n'bass ale PsyTrance po prostu kocham i jest w moim życiu od wielu lat. Nigdzie nie widziałem tyle uśmiechniętych od ucha do ucha osób co na imprezach Psychedelic Trance. To działa jak magnes, przyciągnęło mnie i nie puści! (śmiech)
Co najbardziej fascynuje Cię w tym gatunku – rytm, struktura, duchowość czy energia ludzi?
Najważniejsza dla mnie jest muzyka, która jest niesamowicie energetyczna i oczywiście przyjaźni ludzie, którzy są bardzo otwarci i pozytywnie zakręceni. PsyTrance to nie tylko muzyka, lecz cała kultura. W końcu to hipisi, którzy wyjechali na Goa i zaczęli tworzyć tam muzykę psychodeliczną inspirując się miejscową kulturą wywarli duży wpływ na całą społeczność. Na festiwale Psytrance'owe przyjeżdża dużo uduchowionych osób, znajdziesz tam zawsze masę warsztatów "dla ciała i ducha".
Ja na imprezach, które organizuje, odnalazłem otwarte umysły i przyjaciół. Natomiast muzyka mnie na tyle fascynuje, że zacząłem też ją tworzyć.
Kiedy istniała jeszcze kultowa Radiostacja, miałeś w niej swoje audycje. Jak wspominasz ten czas? Do jakich klubów chadzało się wtedy na Goa czy PsyTrance?
To były niesamowite lata. Radiostacja była jedynym radiem nadającym w całej Polsce muzykę alternatywną i undergroundową. Były w niej audycje poświęcone muzyce house, minimal techno, reggae, hip hop, psytrance, hard rock, jazz, funk czy drum'n'bass & break beat. Audycje i DJ sety nie były nudne tylko prowadzone z polotem. Wokół radia stworzyła się też bardzo fajna społeczność, a muzyka elektroniczna dzięki Radiostacji robiła się coraz bardziej popularna. Nie dziwiło nas, że jedziemy np. zagrać w niedziele w Rzeszowie i będzie w klubie 400 osób. Wtedy o wiele trudniej było dokopać się do ciekawych utworów, ale ludzie też jakby bardziej doceniali tą muzykę. Obecnie wydaje mi się, że pomimo popularyzacji serwisów streamingowych, w których trzeba by tylko troszkę pokopać, żeby znaleźć cos ciekawego ludzie i tak słuchają EDM-owej papki. Ówczesny Dyrektor Programowy Radostacji - Paweł Sito miał dar wyszukiwania ciekawych ludzi i potrafił obdarzyć niejednego małolata pełnego unikalnych zajawek dużym zaufaniem i dać mu szansę prowadzenia audycji dla wielu tysięcy słuchaczy. To w Radiostacji poznałem takich DJ-ów jak np. Harper, Bert, Kwazar, Swim, Simba ,którzy do tej pory mieszają na polskiej scenie klubowej. W Warszawie na imprezy Goa/Psychedelic chodziło się wtedy do klubów Grota, Blue Velvet, Przestrzeń Graffenberga, Kopalnia, Apartament.
Co skłoniło Cię do organizowania imprez Psychedelic Experience? Czy był jakiś konkretny moment, gdy pomyślałeś, że bierzesz sprawy w swoje ręce?
Chciałem popularyzować muzykę Psychedelic Trance i dzielić się z ludźmi tą pozytywną energią. Zacząłem organizować imprezy w Warszawie w Galerii Off (będącej częścią Teatru Nowego na ul Puławskiej) i w kultowym warszawskim klubie Kopalnia przy Placu Bankowym. Kopalnię prowadził Tomek "Orion" - gitarzysta zespołu Behemoth i to on mi zaufał i umożliwił organizację mojego cyklu imprez, przemeblowanie klubu itd. To Kopalnia stała się miejscem, gdzie nawet co 2 tygodnie robiłem Psychedelic Experience z DJ-ami z Polski i zagranicy. Przed każdą imprezą robiliśmy inne dekoracje UV aktywne. Kopalnia była klubem, który nie chciał ujawniać swojego adresu oraz wpuszczani byli tylko znajomi lub stali bywalcy z kartą klubową. Miałem idealny wpływ na selekcję osób na imprezie, dzięki czemu mogłem zachować niepowtarzalny klimat imprez i wszyscy uczestnicy mogli się bezpiecznie bawić. W drzwiach nie było klamki, otwierało się je zdalnie patrząc na monitorach kto idzie. Przejście przez te drzwi jeszcze nie gwarantowało wejścia do klubu. Jeśli osobiście nie znalem osoby chcącej wejść na imprezę, obowiązywało hasło na dany dzień imprezy. Czasem hasło było piosenką i można było paść ze śmiechu co ludzie nie wyczyniali śpiewając lub próbując zgadnąć co to za hasło. Ogólnie wszyscy się szybko integrowali i było bardzo przyjaźnie. Kopalnię niestety zamknięto w 2004 roku. Co ciekawe do tego miejsca chodzili ludzie, którzy później założyli swoje kluby np. Luzztro, w którym organizowałem imprezy w latach 2004-2007 i Progresję, w której miałem okazje grac zarówno w starej lokalizacji jak i nowej przy Forcie Wola. PsyTrancowe imprezy organizowałem również w Gdańsku w GGOG, w Gdyni w klubie Mandragora, w Międzyzdrojach w klubie Scena, w Warszawie w klubach Paragraf 51 (ex Uboot), New Deep, Apartament, Nowy Berlin, CDQ, Morph, Spawalnia. Obecnie organizuję Psychedelic Experience w VooDoo Club i w klubie Mechanik - jednym z najstarszych warszawskich klubów. Po prostu kocham to robić.
Jako rezydent największych indoor festiwali w Anglii - Antiworld & Psygate miałeś okazję zagrać też w wielu angielskich klubach. Które kluby zrobiły na Tobie największe wrażenie i dlaczego?
Moim ulubionym klubem był The Coronet Theatre. Budynek zbudowany w 1872 roku, w 2002 wyremontowany za 3 mln funtów i przekształcony w multimedialny klub na 2500 osób. Teatralny design tworzył miły i kameralny klimat, pomimo tego, że były to imprezy masowe. Dodatkowo kolorowe fluorescencyjne dekoracje tworzyły kosmiczną atmosferę. Grając w nim nie widziałem końca sali, horyzontu - tylko las rąk, niesamowite uczucie. Co ciekawe dancefloor był na dwóch poziomach tzn. był mainfloor, na którym była zbudowana scena i dodatkowo nad nim znajdowała się wielka antresola na jakieś 500 osób, z której widać było z góry scenę i telebimy. Miałem przyjemność tam grać z takimi trance'owymi artystami jak Pixel, Astrix, Dali czy Chakra. Co ciekawe w tym klubie koncert miał Justin Timberlake i inne popowe gwiazdy. Niestety budynek został wyburzony.
Niezapomnianym miejscem będzie dla mnie SeOne London. Był to pierwszy klub w jakim zagrałem w Londynie dla Antiworld. To było wyjątkowe miejsce, które znajdowało się pod łukami kultowego London Bridge. Wyobraź sobie, że przylatuję zagrać na imprezie w klubie. Nie wiedziałem, że będzie tam 3500 osób, a przed klubem kolejka VIP-ów długa jak u nas kolejka w lecie do kasy PKP po bilety do Gdańska! (śmiech) I tak sobie w kolejce czekałem gadając z Chrisem Liberatorem. Po wejściu do środka szczęka mi opadła. Znajdowały się tam trzy potężnie nagłośnione sceny. Main był z muzyką PsyTrance. Dwie pozostałe sceny prezentowały muzykę Hard dance (na tej scenie grali m.in. LAB 4 i Lisa Lashes) i Acid techno. Oprócz scen były tam labirynty pomieszczeń pełnych bębniarzy, stoisk z rave’ową odzieżą, chillout'ów, barów itd. To był trwający 17 godzin prawdziwy Indoor festival, na którym można się było zgubić.
Czym różnią się imprezy, które robiłeś w Anglii od tych w Polsce? UK ze swoim dziedzictwem, jeśli chodzi o kulturę klubową i gatunki muzyki tanecznej jest zapewne wciąż niedoścignionym dla nas wzorem…
Przede wszystkim w Anglii powstało wiele gatunków muzycznych. Angielscy słuchacze byli o wiele bardziej świadomi w swoich poszukiwaniach muzycznych niż polscy. Kluby prześcigały się podążając za alternatywnymi trendami stawiając na jakość i chęć zaimponowania czymś nowym swoim klubowiczom. W Anglii utalentowani artyści mieli wiele miejsc żeby zabłysnąć i zdobyć uznanie publiki. 20 lat temu jedząc nawet burgera w Londyńskim McDonalds w tle mogłeś usłyszeć drum'n'bassy albo acid house, a w tym czasie w Polsce mogliśmy usłyszeć "miałczące do mikofonu Kasie". Imprezy jakie robiłem w Anglii w porównaniu do tych w Polsce różniły się głównie skalą przedsięwzięcia. Najwięcej imprez zrobiliśmy jako PointZero chyba w klubie MASS Brixton. To był dawny kościół Św. Mateusza, w którym można było zrobić imprezę na 2 lub 3 sceny muzyczne. Scena Psytrance była główną sceną. Mieściło się tam spokojnie 500 osób. Didżejka na głównej scenie była umieszczona dość wysoko pomiędzy wielkimi zabytkowymi kolumnami, dancefloor otoczony był antresolą, na której również tańczyli ludzie. Druga scena często była z muzyką Breaks, a trzecia pełna muzyki Chill-out / Downtempo, typowo dla wypoczynku. To było jedno z ulubionych miejsc raverów. Zapraszaliśmy artystów z różnych zakątków świata i line upy były naprawdę wypasione. W Polsce nie było by na to pieniędzy oraz tak dużej publiki. Istotne jest tez to, że ani w Anglii, ani Polsce nigdy nie miałem, ani nie starałem się o sponsora co przy organizacji dużych imprez np. z muzyką z techno jest normą.
Co ciekawe największy klub w jakim grałem to O2 Academy Brixton i jest to niesamowite, gdy pomyślę, że ze fani tak niszowej muzyki jak PsyTrance potrafili zapełnić po brzegi to miejsce na 5000 osób. W O2 Academy Brixton miały koncerty gwiazdy takie jak np. Madonna. Do dnia dzisiejszego nie odbyło się w Polsce tak duże indoorowe wydarzenie z muzyką Psytrance.
Czym różni się vibe polskich imprez od tych np. w Portugalii, Brazylii czy Izraelu?
W Izraelu Psytrance leci nawet w kawiarniach. W Brazylii mówi się nawet, że Psytrance jest tam jak religia, ma swoich wyznawców i w jeden weekend potrafią się odbyć 3 duże festiwale Psytrance pełne ludzi. Niepełnoletni, którzy nie są wpuszczani próbują wejść robiąc podkopy pod ogrodzeniami. Przed otwarciem bram jest odczuwalna histeria, bo ludzie chcą już wejść i chcą tańczyć. Dancefloor jest pełen dzień i noc uśmiechniętych ludzi. Boom festival w Portugali przyciąga od wielu lat rzeszę fanów z całego świata i 40.000 dostępnych biletów wyprzedaje się w 48 godzin. W Polsce ludzie znający Psytrance i czujący ten klimat bawią się na imprezach świetnie i vibe, o który pytasz jest zbliżony do tego w Brazylii czy Izraelu jednak tam ta muzyka jest bardziej popularna i skala produkcji danego wydarzenia całkowicie inna. Ponadto w ogóle w ciepłych krajach ludzie są bardziej otwarci niż w Polsce. Dekoracje, ekrany, sceny, mapingi wszystko może być większe, choć wg. mnie bardziej kameralne imprezy też są urokliwe i sprzyjają poznawaniu nowych ludzi.
Ważne jest również miejsce w jakim się odbywa wydarzenie. Dla mnie niesamowitym miejscem w jakim grałem był zamek Wasserburg Geretzhoven w Niemczech. Otoczony fosą wypełniona wodą, z wielką salą w środku, dziedzińcem, lochami, w których grano na didgeridoo i bębnach. Zastanawiałem się czy tu jest impreza czy może film kręcą. Drugim niesamowicie klimatycznym miejscem w jakim grałem był The Caves w Hasselt w Belgii. To był labirynt jaskiń, z sufitów zwisały stalaktyty. W tej scenerii czułem się jakbym teleportował się do innego świata.
Czy rytuał grania można porównać do medytacji albo ceremonii?
Tak, można to porównać do ceremonii. Dzielę się z publicznością radością i energią. Często zapraszając znajomych na imprezę mówię, że nadchodzi noc oczyszczenia umysłu. Psytrance to wspaniałe lekarstwo na stresy.
Jak powstało PointZero Records i kto stoi za wytwórnią?
PointZero Records powstało w 2005 r w Londynie. Wytwórnię prowadził DJ Zeus z Republiki południowej Afryki, Metaphase z Włoch i ja. Zeusa poznałem kupując płyty w Londynie, to przemiły człowiek. Ustaliliśmy, że lubimy podobny styl i okazało się, że będziemy grać na tej samej imprezie. Nasza trójka była rezydentami największych wówczas indoor festiwali. Graliśmy z najpopularniejszymi artystami jak Astrix, Infected Mushroom, Psysex, Skazi. Połączyła nas wspólna pasja do energetycznej psychodelicznej muzyki i klimatycznych imprez, które nie byłyby imprezami masowymi. Obecnie PointZero reprezentuję ja i Zeus, wydajemy głównie Progressive Psytrance, Full-on Psytrance, PsyTechno, Goa Trance oraz Downtempo.
Imprezy z jakimi artystami wywarły na Ciebie największy wpływ? Z niektórymi grałeś zapewne nie raz – wspomnijmy chociażby Vini Vici, z którymi zagrasz niebawem na dużej imprezie w poznańskiej Tamie.
Na pewno duży wpływ wywarło na mnie miało granie przed Hallucinogenem czy Infected Mushroom. Ich dorobek artystyczny w produkcji muzycznej oraz show jakie robią w trakcie występów jest nie do opisania. Duże wrażenie wywarła na mnie impreza, na której grałem 20 lat temu przed Astrixem. Astrix grał wtedy live act, otoczony był automatami perkusyjnymi, syntezatorami, ludzie szaleli. Ja lubiłem wtedy grać dość ciężko i właściwie od tego momentu złapałem bakcyla na jaśniejszą stronę Full-on Psytrance. Innym razem grając przed Talamasca miałem przyjemność doświadczyć, jak publiczność reaguje słysząc skomponowane przez niego melodie.
W tym roku miałem okazję zagrać przed Vini Vici na Summer Contrast i jest to projekt, który dosłownie porywa ludzi na parkietach na całym świecie. Mówi się, że Vini Vici elektryzują największe festiwale świata i mogę potwierdzić, że na Summer Contrast to było istne szaleństwo, dlatego polecam wydarzenie 13.12.2025 z Vini Vici w poznańskiej Tamie. Zagram tam urodzinowego seta.
Kilkukrotnie grałeś na Paradzie Wolności w Łodzi, co myślisz o powrocie tej imprezy na ulice Łodzi cztery lata temu?
Bardzo mnie cieszy, że Parada Wolności wróciła po 20 latach przerwy. To najlepsza decyzja ostatnich lat. Dobra promocja dla miasta jak i bodziec dla ludzi do zapoznania się z kulturą szeroko pojętej muzyki elektronicznej. Uważam, że to bardzo pozytywne ze wiele przypadkowych osób, w tym mieszkańców Łodzi przychodzących na paradę razem ze swoimi dziećmi może poskakać przy różnych rytmach serwowanych z rozstawionych platform muzycznych. Mogą poznać różne gatunki, o których nie mieli pojęcia, że w ogóle istnieją i poczuć vibe tańczących zagorzałych fanów danego nurtu niczym na festiwalu. Platformy grają muzykę techno, psytrance, drum'n'bass, hardcore, hard dance, hard & acid techno itd. Pamiętam to szaleństwo na początku, jak rave'rzy robili różne zwariowane rzeczy, wspinali sie na latarnie, tańczyli na śmietnikach przy przystankach autobusowych, a przechodnie z życzliwym uśmiechem klaskali! (śmiech) Pamiętam jak po paradzie ludzie z całej Polski wracali pociągami do swoich miast. Kolorowo ubrani, roześmiani, zmęczeni, ale pełni endorfin, które udzielały się innym. Ludzie cieszyli sie, że nie tylko Berlin ma swoja paradę. Ostatnia edycja pobiła poprzednie, łącznie zagrało 150 artystów, było 13 ciężarówek rozstawionych na ul. Piotrkowskiej oraz scena główna. Ja oczywiście grałem na platformie Psytrance. Wszystkie ciężarówki prześcigają się co roku w jakości nagłośnienia i line upie. Ruszyły o 21:00 przez miasto i to była taka moc, którą pamiętasz przez lata.
Czy wolisz grać długie, hipnotyczne sety, czy raczej dawać intensywne, dynamiczne występy?
Specyfika imprez Psytrance'owych jest taka, że gram maksymalnie 2 godzinne sety i zdecydowanie lubię dynamicznie porwać publiczność. Zawsze bacznie obserwuję ich reakcje na dźwięki, co im pasuje, jaka jest energia i robię wszystko żeby mieli następnego dnia zakwasy we wszystkich mięśniach.
W zeszłym roku wydałeś kompilację "DJ Panza presents The Psychedelic Experience - 22nd anniversary." Jacy artyści się na niej znaleźli i dlaczego właśnie ich wybrałeś?
Ta płyta powstała z okazji 22-ej rocznicy cyklu imprez „The Psychedelic Experience”. Można na niej usłyszeć artystów z Izraela, Włoch, Czarnogóry, Polski, Szwecji, Brazylii i RPA takich jak: Echotek, Shogan, SilentBreakers, Focus Mind, UnderLevel, TRIPlets Together, Groove System, Sixsense, DJ Panza, Supernatural, Zivo i Panda on The Bamboo Tree.
Znajduje się na niej 10 utworów skomponowanych przez utalentowanych artystów, których lubię, cenię, miałem przyjemność z nimi grać, a ich muzyka wyzwala w słuchaczach wiele emocji. Ta kompilacja to wspaniała podróż w głąb różnorodnych psychodelicznych brzmień.
Które polskie festiwale są Ci najbliższe i które w twej opinii prezentują światowy poziom jeśli chodzi nie tylko o organizację czy nagłośnienie, ale też publiczność, atmosferę.
Może podam od najmniejszego do największego: Organic Festival, Jadoom, Tribalanga, Summer Contrast Festival. Jest na nich wspaniała atmosfera za sprawą miejsca, w którym sie odbywają tj. na łonie natury, muzyki i przede wszystkim ludzi. Wymagania dotyczące nagłośnienia są zupełnie inne na festiwalu jak Organic, który ma 3 sceny i gromadzi 600 osób i inne na Summer Contrast, który ma 5/6 scen i na który przyjeżdża 8000 uczestników. VIBE jest niesamowity, ludzie uśmiechnięci, otwarci, możesz rozmawiać godzinami, lub tańczyć dzień i noc, ciało generuje energię, którą ciężko jest spożytkować. Po paru dniach festiwalu nie chcesz wracać, ciągle Ci mało. Światowy poziom wg. mnie prezentuje Summer Contrast. Szczególnie w ostatnich latach pozytywnie zaskakują bookingi topowych artystów na każdy dzień festiwalu. Problem polega na tym, że chciałbyś być na wielu scenach jednocześnie i wszystkiego doświadczyć, a jest to fizycznie niemożliwe hahah
Gdzie w najbliższym czasie możemy Cię usłyszeć?
13.12.2025 Vini Vici, Tama Poznań
31.12.2025 Psychedelic Sylwester, Mechanik Warszawa,
14.02.2026 Psychodeliczne Walentynki, Mechanik Warszawa

