Features
KAYAH: GDY NAGRYWAŁAM DEBIUTANCKI ALBUM, CAŁY LONDYN PULSOWAŁ MUZYKĄ KLUBOWĄ
Kayah to supergwiazda polskiej sceny muzycznej. Właśnie ukazał się jej nowy singiel „Dzisiaj Przychodzi On”, towarzyszący premierze reedycji jej debiutanckiej płyty „Kamień”. Z tej okazji udało nam się spotkać z artystką, by porozmawiać na stricte muzyczne tematy i poruszyć kwestię jej powiązań z muzyką elektroniczną i klubową.
Skąd na pierwszej płycie wzięły się remiksy w stylu jungle? Co Kayah myśli o kulturze remiksu oraz współpracy z producentami house music? Który jej album był najbardziej klubowy? Jak współpracowało jej się z Catz’N Dogz i co myśli o scenie hip-hop? Zapraszamy do lektury wyjątkowego wywiadu, specjalnie dla Mixmag Poland.
Artur Wojtczak: Spotykamy się dziś z okazji premiery reedycji Twojej pierwszej pełnoprawnej płyty – Kamień, która właśnie świętuje swe 30 lecie. Ja jednak pamiętam, że zapowiadając pracę nad nią, powiedziałaś w jednym z programów TV, że tak naprawdę to jeszcze nie wiesz, czy album będzie w stylu soul / funk, czy może rapowy…
Kayah: Ach, ja miałam wtedy głowę pełną pomysłów! I słuchałam dużo czarnej muzyki, w tym właśnie hip-hopu. Nie był to jeszcze chyba tzw. gangsta rap, ale artyści tacy jak np. Public Enemy czy Run DMC oraz oczywiście białasy z NYC czyli Beastie Boys.
Przed nagraniem debiutu, ty często bywałaś w Londynie, który niesłychanie cię inspirował. W Polsce było wtedy jeszcze trochę szaro, monochromatycznie, w radiostacjach królował rock. Tymczasem stolica Anglii aż buzowała od undergroundowej muzyki klubowej, która zaczęła cię fascynować. Stamtąd przywiozłaś m.in. szał na jungle i drum’n’bass.
Ja w Londynie totalnie muzycznie popłynęłam. To miasto pulsowało wręcz muzyką. Nawet nie trzeba było chodzić do klubów, by słyszeć połamane brzmienia jungle czy przestrzenny dub. Te dźwięki były wszędzie: od metra po sklepy i bazary. W końcu to muzyka miejska. Wszędzie były widoczne subkultury: kolorowe, unikalne. Ich sposób ubierania i zachowania imponował mi i też chciałam taka być.
Płyta była brzmieniowo totalnie na przekór trendom – w radiu i TV rządził rock, coraz większą rolę odgrywały zresztą śpiewające kobiety jak Kasia Kowalska czy Katarzyna Nosowska, ale ty postawiłaś na swoim i przesłałaś do wytwórni Marka Kościkiewicza Zic-Zac demo płyty w stylu soul i R’n’B – z dodatkowymi remiksami właśnie w stylu jungle…
To prawda, to było działanie totalnie na przekór! Chciałam być sobą ! A ja się zawsze trochę czułam „nie stąd”. I bardzo chciałam przewietrzyć Polskę jeśli chodzi o kulturę. Otworzyłam więc to okno, by dotarło tu coś więcej. Rock był bowiem smutny, ponury - odzwierciedlający trochę nasz polski klimat. Zresztą trochę podobnie było z początkami polskiego hip-hopu – póki ten nie opuścił trochę szarych blokowisk nabierając różnokolorowych barw, dzieląc się na podgatunki. Ta sytuacja była mało budująca i chciałam ją zmienić.
Ty właściwie na każdej płycie przemycałaś potem wśród nagrań popowych, elementy muzyki elektronicznej: od disco po house, trip-hop czy drum’n’bass. Chciałaś uszlachetniać muzykę pop?
Tak miało być! Na „Zebrze” flirtowałam z czarnym disco, pojawiały się też połamańce. Tymczasem album „JakaJaKayah” to był taki swoisty krzyk rozpaczy – ja zawinięta w pieluchy tęskniłam za miejskim życiem, klubami, rozrywką, a nawet wolnością i rebelią. I to była de facto moja najbardziej klubowa płyta. I na nie są też znakomite remiksy.
Z tą płytą poszłaś totalnie pod prąd, będąc świeżo po gigantycznym sukcesie płyty z Bregovicem w stylu world music. Twoje teksty śpiewała cała Polska, tymczasem ty nie zdecydowałaś się nagrać sequelu do niej, ale ruszyłaś z breakbeatem i orientalnymi zaśpiewami…
Tak, mogłam to powtórzyć, tę receptę na sukces, ale dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi. Nie miałabym szacunku do samej siebie, gdybym znowu ślepo poszła za Bregovicem i zrobiła Vol.2
Na tej płycie ( wydanej też w wersji angielskiej ) poszłaś w kierunku breakbeatów, brzmień z UK, słychać tam fascynację Asian Dub Foundation…
Totalnie tak było! Stąd też pomysł na dodanie remiksów na dodatkowej płycie.
A co w ogóle sądzisz o kulturze remiksu? Nadawaniu piosence zupełnie nowej formy, adresowaniu jej do innej grupy słuchaczy? Ciebie remiksowali tacy producenci jak Smolik, Seb Skalski, Daniel Drumz, a w podziemiu krążą remiksy takich tuzów klubowej sceny jak Foxall czy DJ Zamocno, który zremiksował w stylu garage „Testosteron”…
To wspaniałe i szanuję to! Uwielbiam remiksy i to całe nadawanie nowego życia moim piosenkom. Szalenie uzdolnieni koledzy mojego syna zrobili remiksy kawałków z płyty z Transoriental Orchestra i zastanawiam się co z nimi zrobić.
Ty nagrywałaś też stricte klubowe numery jak „Za późno” czy „Kochaj Różnym Być” z polskim producentem światowej klasy jakim jest Seb Skalski aka Deeplomatik. Czy nie kusiło cię, by tak jak to zrobiła niedawno Beyonce – nagrać album z wybitnymi producentami muzyki elektronicznej?
Ja co tydzień budzę się z nową wizją i nowymi marzeniami odnośnie muzyki! Czasem myślę o pójściu w klasykę. Czasem orientalizm, ale też i w elektronikę, bo faktycznie niektórzy producenci – np. Wojtek Urbański – namawiają mnie do tego. Tymczasem wciąż nie mogę zagonić mego krnąbrnego zespołu na próbę do piwnicy! (śmiech)
Czy płyta, która była pierwszym numerem katalogowym w Kayaxie i na której śpiewasz, czyli 15 Minut Projekt ma szansę, by być zagraną live?
Oj, byłoby super, ale to już tak dawno, już nie mam takich gór w głosie! (śmiech).
A jak postrzegasz polski hip-hop? Po sample wokalne z „Wiosna Przyjdzie I Tak” sięgnął Pezet i utwór „Nisko Jest Niebo” odniósł olbrzymi sukces!
Tak, ta piosenka wyszła wspaniale, jestem mu bardzo wdzięczna. Po moją twórczość sięgnął też Mata! A oglądając jego wideo do „Żółtych flamastrów…”, widziałam w nim mojego syna, który identycznie wyglądał w kapelusiku! (śmiech)
Twój występ w czasie pandemii w ramach #hot16challenge był jednym z najlepszych i nie jest to tylko moja opinia. Nie korciło cię, by nagrać typowo rapowego numeru?
To była zabawa, ale w ogóle mówienie, melodeklamacja w piosenkach bardzo mnie kręci, wychodzi to naprawdę dobrze – np. w klubowym numerze dla Catz ‘N Dogz „Odnaleźć Siebie”. Zresztą podobnie zrobiłam w nowej piosence nagranej wspólnie z Kasią Lins.
Już na „Zebrze” i „Stereo Typie” deklamowałaś - m.in. w trip-hopowym numerze: „Kwiaty mi przyniosłeś, prostowały się wyniośle, a kolorem bezczelnie wypełniały kuchnię” (…)
Tak, uwielbiam tę piosenkę i nawet niedawno do niej wracałam, dziękuję za przypomnienie!
Niewiele osób wie, że ty udzielałaś się też wokalnie w kawałkach związanych z początkami polskiej muzyki tanecznej – nagrywałaś bowiem Nazarem na jego pierwszej i trzeciej płycie, a z Mr. Dance, czyli Pawłem Stasiakiem nagraliście polski hip-house, choć w języku angielskim.
Tak, to była piosenka „Do It Right”! nagrywaliśmy wtedy wideo na fortach na Bałtyku, myślałam, ze skonam wtedy, bo wcześniej piliśmy „Szampanskoje igristoje” (śmiech)
Tymczasem klip do twoich „Flecików” powstał równolegle do „Nie Pozwól Mi (Bym Zatracił Sny” Nazara właśnie w Los Angeles, gdzie mieliście masę przygód…Ale nagraliście też piosenkę-duet „Nie Tak To Miało Być”!
Tak, nagrywała to ta sama ekipa, a ja udzielałam się na wokalu na tym singlu. A Nazar jest niczym mój brat, zresztą jego mama mieszkała tuż za rogiem w Radości, gdzie ich odwiedzałam, a teraz sama mieszkam… To był wspaniały czas! I przypomnijmy, że na debiucie (wtedy duetu) Nazar, również udzielałam się wokalnie, a tam były house’owe numery, np. tytułowy „Inout”.
Powróćmy na koniec do wspomnianej współpracy z duetem Catz N’Dogz – wasza wspólna piosenka to jeden z twoich najciekawszych tekstów i teledysków, oparty na bicie tych światowej klasy producentów…
Tak, bardzo cenię te współpracę i podziwiam chłopaków za ich globalną karierę. Na ich płycie ukazała się trochę inna wersja „Odnaleźć Siebie” niż na moim singlu. Jak tylko się widzimy, skaczemy sobie w objęcia jak nastolatki, uwielbiam ich. Utrzymują się na runku tak długo, mam nadzieję, że coś razem jeszcze zrobimy. Na razie odsłuchuję materiał, który podesłał mi Urbański – zwłaszcza, że jest tam jeden jungle’owy numer, który już skradł me serce!


