Features

MOIA: Taniec to forma oczyszczenia i wymiany energii z publicznością

MOIA znana jest z unikalnego połączenia energicznych, mocnych rytmów i marzycielskich, urzekających melodii. Jej talent, pasja do muzyki oraz determinacja zaprowadziły ją do klubów i na festiwale w Europie, Ameryce Południowej, Azji, Australii i Stanach Zjednoczonych.

  • Credits: Artur Wojtczak | Photos: MOIA
  • 29 sierpnia 2025

Jako producentka, MOIA ma na swoim koncie pokaźną dyskografię, obejmującą wydawnictwa w wytwórniach takich jak Sacred Court, The Brvtalist, AIOM, Driller i Dusk Records.

Jej utwory są cenione za nowatorskie podejście, łączące intensywne rytmy z eterycznymi pejzażami dźwiękowymi. Nie tak dawno zachwyciła swoim setem publiczność podczas debiutu cyklu Teletech, a już we wrześniu zagra na 25-leciu Instytutu.

W wywiadzie dla Mixmag Poland Monika opowiada o swojej drodze od słuchania i nagrywania muzyki w dzieciństwie po występ na Boiler Roomie w Buenos Aires. Rozmawiamy też o wspieraniu innych artystek i budowaniu wspólnoty, klasykach klubowych oraz testowaniu na publiczności niewydanych jeszcze utworów.

Artur Wojtczak: Czy pamiętasz swoje pierwsze wyjście do klubu?

MOIA: Oczywiście. To było 20 lat temu w sopockim Galaxy. Ten wieczór całkowicie zmienił moje życie – poczułam, że kultura klubowa to coś, co płynie w mojej krwi.

Jak w ogóle zetknęłaś się z muzyką elektroniczną?

MOIA: Muzyka była ze mną od zawsze. Rodzice zaszczepili we mnie miłość do niej bardzo wcześnie – miałam trzy lata, gdy dostałam pierwszy magnetofon na kasety. W latach 90. spędzałam godziny przed MTV, a w podstawówce nagrywałam własne składanki z radia. Internet tylko pogłębił tę pasję – i naturalnie skierował mnie w stronę elektroniki.

Zanim zaczęła się Twoja międzynarodowa kariera, grywałaś w lokalnych klubach warszawskich – m.in. klubie Luzztro. Jak wspominasz ten czas

MOIA: Z ogromnym sentymentem. To był czas beztroski, nauki i spędzania czasu w niekonwencjonalny sposób. Wszystko zaczęło się z czystej pasji – wtedy nawet nie wyobrażałam sobie, że granie stanie się moją codziennością.

Dobrze pamiętam moment, gdy zajęłaś pierwsze miejsce w konkursie INSTYTUTU (organizowanym wraz z Urzędem Dzielnicy Bemowo). Podejrzewam, że już wtedy mocno wierzyłaś w siebie i swoją karierę! Czy tak było?

MOIA: O konkursie dowiedziałam się dosłownie dzień przed jego zakończeniem. Zobaczyłam informację na Facebooku i posłuchałam intuicji – nagrałam spontaniczny set i wysłałam go bez oczekiwań. Wygrana uświadomiła mi, że to, co robię, ma sens i że jestem na dobrej drodze. To był dla mnie kamień milowy, który dał mi ogromną motywację. Do dziś jestem wdzięczna jury za zaufanie i uznanie.

Tej jesieni mamy więc piękną klamrę: grasz na 25-tym jubileuszu INSTYTUTU – najstarszej polskiej marki imprezowej. Czy ty też masz poczucie, że to dość doniosły i ważny moment?

MOIA: Zdecydowanie! To spełnienie kolejnego marzenia. W 2019 roku byłam uczestniczką imprezy w Hali Najwyższych Napięć i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Już wtedy marzyłam, by znaleźć się na miejscu DJ-a. Dziś mogę tam zagrać – to dla mnie ogromny zaszczyt i jestem bardzo wdzięczna za zaproszenie.

Kiedy poczułaś impuls, że chcesz nauczyć się produkcji muzycznej? Kto ci w tym pomagał?


MOIA: Dość szybko po tym, jak zaczęłam grać na CDJ-ach. Miksując utwory innych artystów, czułam, że chcę tworzyć coś własnego, co zostanie po mnie na zawsze. Podstawy pokazali mi Pysh i Piotrek Kasprowicz. Potem długo eksperymentowałam w Abletonie, ale wciąż czułam, że brakuje mi fundamentów. To właśnie Piotrek polecił mi szkołę produkcji, która całkowicie zmieniła moje podejście i nauczyła mnie solidnych podstaw.

Grywasz na całym świecie: od berlińskiego Tresora czy RSO po londyńskie Corsica Studios czy Verknipt Festival. Który kraj ma teraz wg ciebie najbardziej prężną scenę techno?

MOIA: Trudno wskazać jeden, bo każdy ma swój unikalny klimat. Na pewno Ameryka Południowa – ludzie tam są spragnieni muzyki, oddani i pełni pasji. Ale także Holandia, Hiszpania i Portugalia – tam eventy są organizowane na najwyższym poziomie, a publiczność daje niesamowitą energię.

Wspominając Amerykę Południową – rok temu zagrałaś na imprezie Boiler Room w Buenos Aires. Jak ci się tam występowało?

MOIA: To był występ, którego się nie zapomina. Publiczność była niesamowicie ekspresyjna – czułam każde spojrzenie i każdy ruch. Początkowo byłam zestresowana, ale bardzo szybko połączyłam się z publiką i stworzyliśmy niezwykłą synergię. To było jedno z najbardziej magicznych doświadczeń w mojej karierze.

Twój styl to oczywiście mocny rytm, ale i urzekające melodie czy sample rodem z najlepszych lat holenderskiej sceny hardcore. Co musi mieć w sobie dany utwór, byś zagrała go w swoim secie?

MOIA: Utwór musi mieć duszę i energię, której nie da się opisać słowami. Jeśli czuję, że sama zaczynam tańczyć – wiem, że publika też to poczuje. To forma oczyszczenia, wymiany energii – zarówno dla ludzi na parkiecie, jak i dla mnie samej.

Zagrałaś też na debiutanckiej edycji Teletech – serii imprez z Manchesteru (gdzie też wystąpiłaś ) , która pojawiła się w Warszawie i zebrałaś świetne recenzje. Jak oceniasz tę imprezę?

MOIA: To była bardzo intensywna noc! Produkcja i organizacja ze strony EXIST i Teletech zrobiły na mnie ogromne wrażenie – poziom był światowy.

Wspomnijmy fantastyczny, wzruszający moment podczas twego występu, gdy pojawiła się obok Ciebie Twoja dawno niewidziana przyjaciółka…

MOIA: Niezapomniana chwila. Moja przyjaźń z Liwią trwa prawie dwie dekady i wiele razem przeszłyśmy. Utwór, który grałam na zakończenie, ma dla nas szczególną symbolikę. Emocje wzięły górę i obie się wzruszyłyśmy – to był moment absolutnie wyjątkowy.

Na scenie techno mamy coraz więcej inicjatyw prokobiecych, coraz więcej DJ-ek. Ale jednocześnie rośnie liczba fałszywych DJ-ek udających granie, mających więcej wspólnego z modelingiem aniżeli miksowaniem. Denerwuje Cię to?

MOIA: Nie skupiam się na tym. Publiczność czuje prawdę i to się zawsze obroni. Wiem, ile pracy wkładam w swoją drogę, i widzę, że ludzie to doceniają. A każda powierzchowna fasada prędzej czy później pęka.

Zauważyłem też, że w przypadku odniesienia sukcesu przez którąś z kobiet, natychmiast pojawia się fala krytycznych komentarzy, czasem wręcz hejterskich i… w większości pochodzą one od kobiet. Obserwujesz takie zjawisko?

MOIA: Tak, niestety to się zdarza, niezależnie od płci komentujących. Smutne jest to, że zamiast się wspierać, niektóre osoby podcinają innym skrzydła. Ale wolę skupiać się na wspieraniu innych artystek i budowaniu wspólnoty. Razem tworzymy scenę i razem możemy ją zmieniać.

W jakim kierunku muzycznym pójdzie MOIA w 2026 roku?

MOIA: W stronę większej ilości eksperymentów i własnych produkcji. Chcę zaskoczyć słuchaczy nową odsłoną mojej twórczości. 2026 zapowiada się intensywnie i pięknie.

Twój wymarzony klub lub festiwal, na którym j e s z c z e nie zagrałaś, to…?

MOIA: Awakenings, Rotterdam Rave, Khidi w Tbilisi, Fabrik w Madrycie – każde z tych miejsc ma w sobie coś wyjątkowego.

Jak najchętniej spędzasz wolny czas, gdzie można cię przypadkiem spotkać?

MOIA: Dużo czasu spędzam przed komputerem, skupiając się na muzyce – można mnie nazwać muzycznym nerdem (śmiech). Ale staram się też dbać o równowagę – praktykuję jogę, jeżdżę na rowerze, uprawiam sport. Spotkania z bliskimi są dla mnie równie ważne, a w wolnych chwilach lubię też rozwijać się i pogłębiać swoją wiedzę.

Jakie 3 klubowe klasyki zawsze zadziałają na parkiecie?

MOIA: Utwory, które gram, nie zawsze dają się jednoznacznie przyporządkować do kategorii klasyków. Niemniej jednak zauważyłam, że publika wyjątkowo dobrze reaguje na poniższe numery:

Kai Tracid - Trance & Acid

Tom Whitfield - Push Me

Lorenzo Raganzini, Denis Dekay - Born Slippy

Do tego testuję też swoje niewydane utwory – reakcje publiki są bardzo pozytywne, więc nie mogę się doczekać, by je wkrótce wydać.

Następna strona
Ładowanie...
Ładowanie...