Features
MUSE FESTIVAL: Naszym celem jest stworzenie w Polsce festiwalu stricte z muzyką techno - w najlepszym i wręcz podręcznikowym wydaniu
Kochacie festiwale i rozpoczęcie sezonu na nie jest waszym ulubionym czasem w ciągu całego roku? Kochacie przeżywać muzykę na żywo oraz oglądanie najlepszych DJ-ów i producentów w akcji?
Mixmag Poland przygląda się rozwojowi jednego z młodych graczy na festiwalowym rynku: w ubiegłym roku Muse Festival zaskoczył wszystkich zarówno unikalną lokalizacją jak i potężnym, jakościowym line up'em. W tym roku Muse zaczął z wysokiego „ C" – ogłaszając zmianę lokalizacji na... jeszcze bardziej intrygującą. Mamy dla was więcej szczegółów!
Muse Festival 2025 to druga edycja wydarzenia, które łączy muzykę elektroniczną z historyczną lokalizacją ( tak, tego rodzaju miejscówek zawsze zazdroszczą na raverzy i... dziennikarze muzyczni z zagranicy!) .
W tym roku festiwal odbędzie się w Centrum Św. Jana w Gdańsku - to wyjątkowe miejsce powstawało od XIV wieku, natomiast działa jako placówka kulturalna od lat '90 XX wieku.
Głównym założeniem prowadzonej w tym miejscu działalności kulturalnej jest wykreowanie miejsca otwartego na różnorodne projekty i przedsięwzięcia artystyczne, miejsca służącego zarówno artystom, jak i odbiorcom sztuki. Miejsca, w którym następuje naturalna synchronizacja pomiędzy zachowanym dziedzictwem historyczno-kulturowym a współczesnością.
Centrum Św. Jana, czyli główna scena, zostanie otwarta w piątek, w godzinach popołudniowych, a część nocna wydarzenia przeniesie się w industrialne regiony Stoczni Gdańskiej, do klubu Crackhouse. Obie lokalizacje dzieli zaledwie 20 minut spacerem przez centrum malowniczego Gdańska.
W Centrum Św. Jana w sobotę odbędą się dwa wydarzenia w ramach programu festiwalowego.
Pierwsze z nich to koncert podczas którego wystąpią: Marboc, producent i DJ z Trójmiasta z ambientowym setem, MANOID ft. Milkbaby, Michał Macewicz z występem na zabytkowych organach, wokalistka Faustyna Maciejczuk oraz nasz ulubiony warszawski techno-live-actowiec Szymon Weiss w formule live.
Druga część, popołudniowo-wieczorna skupiona będzie wokół muzyki techno, podczas której usłyszymy największe nazwiska tegorocznej edycji.
Sobotni dzień można również spędzić na warsztatach, które odbędą się w studio N29 - nowej przestrzeni stworzonej przez młodych muzyków oraz DJ-ów. Podczas tej części, będzie można nauczyć się podstaw sztuki DJ-ingu czy produkcji muzyki elektronicznej, oraz wziąć udział w panelach dyskusyjnych i wykładach.
Obie weekendowe noce oraz niedzielna część programu odbędą się w klubie Crackhouse. Znajduje się on na industrialnych terenach Stoczni Gdańskiej, skąd możemy podziwiać charakterystyczne żurawie, na stałe wpisane w panoramę miasta. W tym miejscu znajdziecie dwie sceny.
Main stage będzie obfitowała w brzmienia techno, a tymczasem druga scena - patio to scena znajdująca się na zewnątrz klubu dedykowana będzie mieszance muzyki basowej, house'u czy szeroko rozumianej elektroniki.
Z tej okazji drugiej edycji festiwalowej, zadaliśmy kilka pytań promotorom MUSE, którymi są Sabre i Rust, by powiedzieć się więcej na temat tego, czym zaskoczą nas w Gdańsku.
Artur Wojtczak: Po udanym debiucie MUSE w arcyciekawej lokalizacji, jaką był niewątpliwie pałac w Goszczu, robicie kolejny krok i przenosicie festiwal do łatwiej dostępnego komunikacyjnie Gdańska, zachowując przy tym olbrzymią zaletę historycznej lokalizacji. Skąd i kiedy pojawił się ten pomysł?
Rust: Pomysł narodził się nieco z konieczności, ponieważ niestety nie doszliśmy do porozumienia z częścią władz Goszcza w sprawie organizacji kolejnej edycji Muse. To zmusiło nas do poszukiwania nowego miejsca i tak trafiliśmy do Gdańska. Warto wspomnieć, że w międzyczasie zjeździliśmy kilka lokalizacji w całej Polsce, szukając miejsca, które spełniałoby nasze oczekiwania. Finalnie ogromnie cieszymy się, że trafiliśmy do Centrum św. Jana, spotykając tutaj wspaniałych ludzi, którzy podziałają naszą wizję organizacji festiwalu z muzyką elektroniczną.
Sabre: Warto wspomnieć, że w kompleksie pałacowo-parkowym w Goszczu znajdował się również kościół poewangelicki i to on tak naprawdę był najważniejszą lokalizacją podczas zeszłorocznej edycji. Kiedy dowiedzieliśmy się, że nie będziemy mogli zrobić drugiej edycji Muse w Goszczu zaczęliśmy się zastanawiać czy znajdziemy w Polsce podobny (były) obiekt sakralny, który pozwoli nam na organizację festiwalu. W pewnym momencie nawet zaczęliśmy rozważać kupno opuszczonego kościoła i dostosowanie go do swoich potrzeb. Całe szczęście niedługo później udało nam się znaleźć Centrum Św. Jana, gdzie nasz pomysł został bardzo ciepło przyjęty.
Artur Wojtczak: Pierwsza edycja była niewątpliwie waszym zbieraniem doświadczeń i przygotowywaniem się do mocnego uderzenia w tym roku – jak udało wam się pozyskać dostęp do tak niesamowitego miejsca w na wskroś historycznym mieście Gdańsk , jakim jest Centrum Św. Jana?
Rust: Na wstępnie należy zaznaczyć, że Centrum św. Jana, pomimo, że na co dzień jest własnością Archidiecezji Gdańskiej i działającym kościołem, działa w porozumieniu z Nadbałtyckim Centrum Kultury. Na mocy wzajemnych uzgodnień NCK zobowiązało się do zarządzania odbudową zniszczonego obiektu w celu uruchomienia w nim miejsca łączącego funkcję sali koncertowej i wystawowej. W tym miejscu tak samo jak regularnie odbywają się msze, tak równie regularnie odbywają się wszelkiego rodzaju wystawy i koncerty. Myślę, że konkretnie w naszym przypadku sporą rolę odegrało to, że mogliśmy się już pochwalić organizacją tego typu imprez w murach innego kościoła i kwestia naszego podejścia była tutaj kluczowa.
Sabre: Oprócz doświadczenia w pracy z zabytkowym obiektem myślę, że sporą rolę odgrywa tutaj także podejście. Nasza chęć do organizowania wydarzeń w takich miejscach wynika z chęci łączenia muzyki elektronicznej z wysoką kulturą. Głęboko wierzę, że jesteśmy w stanie zmieniać otaczającą nas rzeczywistość i zakrzywiony obraz odbiorców tej muzyki. Skoro berlińskie techno zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO to i u nas damy radę podnieść jego wartość kulturową. Staramy się myśleć globalnie, a działać lokalnie, a to połączyło nas z zespołem Nadbałtyckiego Centrum Kultury, który również stara się przedstawić Centrum Św. Jana jako miejsce dla artystów wielu wymiarów.
Artur Wojtczak: Festiwal ma formułę day / night – na jakich artystów należy zwrócić baczną uwagę w line up'ie?
Rust: Oczywiście na wszystkich, aczkolwiek jeśli miałbym wyróżnić kilka punktów to polecam zwrócić uwagę na set Zisko, który zagra w formule hybrid, co w tym przypadku oznacza, że set z 3 CDJ's uzupełnia sampling padem Roland SPD-SX Pro. Ja osobiście mocno czekam na set Phila Berga, którego produkcje regularnie trafiają do mojej kolekcji. Z polskich akcentów z pewnością wydarzeniem godnym uwagi będzie back to back Aksamit i Vi.
Sabre: Mam kilka swoich typów podczas tegorocznej edycji. Pierwszym niewątpliwie jest Alarico b2b Mislaw - oprócz niesamowitego poziomu jaką oboje reprezentują swoimi produkcjami, czekam na połączenie tych dwóch charakterów za deckami. Mogę zdradzić, że zaczęli już przygotowania do tego występu. Drugi artysta to Herton, jego styl i umiejętności zostały niedawno wyróżnione przez Amelie Lens, a ja uwielbiam moc i dynamikę jego setów i nie mogę się doczekać, aby usłyszeć go na dużym soundsystemie. Nie mogę się także doczekać części basowej naszego festiwalu, w szczególności czekam na sety: Glassza, Adnable i Breja b2b Donija.
Artur Wojtczak: Pierwsze, co zwraca uwagę na waszym plakacie, to wysoka jakość muzyki eksperymentalnej oraz klubowej, jaką przedstawicie publiczności. Nie ma tu miałkiego grania melodic-house czy modnych (przez chwilę) gatunków. Mamy za to zarówno aktualnie gorące zagraniczne nazwiska jak Stef Mendesidis (w formule live) jak i sporo świetnych artystów z Polski: z młodszej i starszej generacji. Jaki był klucz układania tego składu?
Rust: Naszym celem i ideą jest stworzenie w Polsce festiwalu stricte z muzyką techno. Tą w najlepszym i podręcznikowym wydaniu. Można powiedzieć, że inspirujemy się tutaj wydarzeniami typu The Third Room. Tak jak zauważyłeś omijamy gatunki typu melodic techno, czy dzisiejsze „hard techno". Staramy się też bookując danego artystę pomyśleć, czy da się go przedstawić w nieco innej formule, niż grywa na codzień. Tak powstał pomysł z Michałem Macewiczem na organach, Zisko i Nadią Struiwigh w formule hybrid, czy koncertem Monoida z Milkbaby.
Sabre: W Polsce mamy wiele festiwali, gdzie techno jest jednym z wielu gatunków. Obserwując rosnącą społeczność tego gatunku w Polsce, chcieliśmy stworzyć wydarzenie, które będzie im dedykowane. Mamy nadzieję, że wyjątkowa lokalizacja naszego wydarzenia przekona fanów innych gatunków muzyki elektronicznej na otwarcie się na nowe doświadczenia i chociaż na 2 dni zauroczenie ich klasycznym techno. Coraz więcej mówi się o tym, że Europa zmęczyła się już hard techno i wraca do korzeni lub odbija w stronę bouncy trance. Nasz zespół składa się w większości z fanów techno młodszej i starszej generacji dlatego pracując wspólnie nad programem jesteśmy w stanie wydobyć esencję tej muzyki.
Artur Wojtczak: Jaki charakter będą miały warsztaty i wykłady z części dziennej?
Rust: Tutaj idziemy tym samym kluczem, co w przypadku doboru line up'u — chcemy skupiać się na profesjonalnej odsłonie muzyki, więc naturalnie nasze wykłady poruszają się wokół kształtowania swoich umiejętności i poszerzenia wiedz z produkcji, DJ- setów, poznawania sprzętu, który do tego się wykorzystuje. Tutaj warto wspomnieć, że wykłady odbędą się w studio N29, które mieści się obok klubu Crackhouse i w którym na co dzień można szlifować swoje umiejętności w podobnym zakresie.
Artur Wojtczak: Część nocna festiwalu MUSE to ścisła współpraca z jednym z najlepszych klubów w Polsce – Crackhouse. Jak promotorzy tego miejsca zareagowali na waszą propozycję współorganizacji imprezy?
Sabre: Gdy tylko podjęliśmy decyzję o organizacji festiwalu w Gdańsku naturalnym dla mnie było nawiązanie współpracy z Crackhouse'm. Jest to obecnie chyba mój ulubiony klub w Polsce, co wynika z połączenia świetnej atmosfery, lokalizacji oraz jakości. Kiedy zadzwoniłam do chłopaków, aby przedstawić im pomysł połączenia sił podczas tegorocznej edycji Muse, jak to bywa w naszym środowisku, odpowiedzieli mi że już słyszeli o tym i czekali aż się do nich odezwiemy. Muzycznie mamy bardzo podobny gust, więc to nadało jeszcze więcej ekscytacji i energii naszej współpracy.
Rust: Z naszego punktu widzenia bardzo entuzjastycznie. Dość szybko złapaliśmy wspólny język, mocno wspierają nas w organizacji tego wydarzenia, nie tylko samej części nocnej, ale też w części dziennej w Centrum św. Jana. Cała ekipa pochodzi przecież z Gdańska, więc w naszym przypadku mieć na miejscu tych ludzi to na prawdę ogromna wartość dodana.
Artur Wojtczak: Czy z racji zmiany miejsca festiwalu, liczycie również na obecność klubowiczów z Europy? Gdańsk to miasto z dostępem do lotniska oraz mnóstwem turystów przez cały rok!
Sabre: Zdecydowanie chcielibyśmy przywitać w tym roku więcej gości z całej Europy, zeszłoroczna edycja odbiła się dużo większym echem niż nam się wydawało. Największym zaskoczeniem było usłyszeć o Muse w Holandii od osób z... Austrii. Wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że chyba dotarliśmy dużo dalej niż nam się wydawało. W tym roku będziemy też wspierani przez kilka kolektywów z Berlina, dlatego myślę, że publika na Muse będzie coraz bardziej zróżnicowana na co z entuzjazmem czekamy. Na pewno kolorów doda sobotni koncert, na który będzie można zakupić bilet poza karnetem, oferujący lżejsze gatunki muzyczne. Mamy nadzieję, że w ten sposób będziemy mogli przedstawić nasze wydarzenie w pozytywnym świetle turystom, osobom starszym oraz dzieciom. Chcemy aby Muse było miejscem otwartym dla każdego, kto chce je poznać.
Rust: Oczywiście! Taka lokalizacja daje wszystkim znacznie większe możliwości dotarcia na nasz festiwal. Z pewnością małym minusem jest brak typowo festiwalowej przestrzeni z polem campingowym. W tym roku działamy w dwóch lokalizacjach miasta, które w lipcu odwiedzają setki tysięcy turystów, więc sama logistyka jest dla nas nowością. Na szczęście dystans z Centrum św. Jana na Stocznię nie jest duży i da się go pokonać podczas 20 minutowego spaceru. Mocno liczymy na techno turystów z Berlina, bo skoro dotarli do nas rok temu do Goszcza, to tym bardziej powinni dotrzeć do nas w tym roku do Gdańska.
